UFFFFFF!!!!!!! Wreszcie koniec zimy. Tak tak, to nie pomyłka. Rozejrzyj się dookoła, uruchom wszystkie swoje zmysły, a szybko wybudzisz się ze snu zimowego. Na zewnątrz robi się coraz cieplej, choć poranki jeszcze chłodne, coraz trudniej spotkać resztki śniegu na ulicy, no i ten zapach…… zapach wiosny …. Weź głęboki wdech, a zrozumiesz o czym mówię. Te wszystkie piękne okoliczności przyrody, jakie stwarza nam wiosna, pobudzają u nas chęć do życia, do zmian na lepsze i robienia postanowień. Któż z nas tego nie zna. Ja na przykład co roku postanawiam sobie, że będę bardziej aktywny fizycznie, ale zawsze stoi mi coś na przeszkodzie. No cóż silna wola, to maja słaba strona. A może do tej pory źle dobierałem swoje aktywności fizyczne? Biegać nienawidzę, to strasznie nudne, monotonne, i zbyt męczące. Siłownia?? A i owszem, ale to trening w zamkniętych pomieszczeniach, których po zimie mam serdecznie dosyć. Więc może pływanie?? No tak, ale przecież nie codziennie, no i basen za daleko. No więc co??? Mam. Będę jeździł na rowerze, i to jest słuszna koncepcja.
Wszystko ładnie i pięknie, ale ja przecież nie mam roweru. Zdaje się, że przede mną większe wydatki. Idę więc do sklepu, nie mając zielonego pojęcia o rowerach, zdaję się na znajomość tematu sprzedawcy, i wyjeżdżam z „salonu”, moim pięknym, lśniącym i pachnącym nowością rowerkiem trekkingowym. Całe szczęście że do domu mam blisko, bo inaczej byłby ze mną krucho…. Kiedy to ja ostatni raz jeździłem na rowerze? 5? 10? 15 lat temu? Nie pamiętam, ale z tej okazji, że jutro wolny dzień od pracy, a tvn-nowskie wróżki zapowiadają ładną pogodę, postanawiam nadrobić zaległości.
Następnego dnia rano podekscytowany spędzeniem całego dnia na świeżym powietrzu, wypijam mocną kawę, jem lekkie śniadanie i w drogę. Ponieważ nie lubię kręcić się w kółko, obieram sobie cel, jakim jest centrum miasta. Dawno mnie już tam nie było, ze względu na wieczne korki, których nienawidzę, no ale teraz mam przecież rower J.
Nie będę opisywał dokładnie przebiegu mojej całej wyprawy, ale powiem tylko jedno. Było strasznie. Nie nie…. To nie to co myślisz. Wcale nie bolą mnie mięśnie i nie jestem zmęczony. Chodzi mi bardziej o warunki jazdy. Miasto zdaje się być przyjaznym miejscem do jeżdżenia rowerem, ale oczywiście nie w naszym pięknym kraju. Jak zwykle robimy wszystko, aby odstawać od reszty świata, szkoda tylko że zostajemy w tyle, a nie gnamy do przodu. Jazda rowem po ulicach, pełnych samochodów, za którymi kierownicami siedzą rozdrażnieni kierowcy nie należy do najprzyjemniejszych i bezpiecznych. Przeciskanie się po chodnikach i wieczna walka z pieszymi to też nie rozwiązanie. Brak ścieżek rowerowych pozostawia mi tylko jedno rozwiązanie – trzeba wyjechać za miasto. No i znów wszystko ładnie, pięknie. Ale jak przewiozę rower???? Nie mam przecież bagażnika.

7 marca 2012
22 listopada 2011